Kiedy pojawiła się informacja, że „Sicario” otrzyma drugą część, w sieci pojawiła się fala komentarzy, głównie z pytaniami, po co kontynuować tak dobrą historię. Twórcy mieli do dyspozycji wiele wątków, z których mogli stworzyć godnego następcę. Jak sobie jednak poradzili z tym niełatwym zadaniem?

Denis Villeneuve wraz z Rogerem Deakinsem stworzyli w 2015 roku nie tylko wizualną perełkę, ale przede wszystkim rasowy kryminał, który umyślnie nie zdradza do samego końca ważnych szczegółów, stając się dzięki temu dziełem wielowymiarowym. Przy tym sam trzon fabuły był bardzo prosty, przez co widz wodzony przez twórców w nieznane rejony nie miał możliwości zagubienia się w akcji ani na moment. Fabuła filmu stanowiła zamkniętą całość, która nie wymagała żadnych dopowiedzeń, choć pozostawiała lekko otwartą furtkę na poruszenie dodatkowych zagadnień związanych z walką między kartelami a służbami specjalnymi, która nieustannie odbywa się na granicy amerykańsko-meksykańskiej. Czy jednak warto było przez nią przechodzić? Zacznę od elementów, które twórcom się udały.

Jeżeli ktokolwiek obawiał się o jakość obrazu, mogę z czystym spokojem powiedzieć, że Sicario 2 pod tym względem jest godnym następcą. Posadzenie Dariusza Wolskiego za kamerą było doskonałym wyborem i chociaż uzyskane zdjęcia są bardziej zachowawcze, niż wizje Deakinsa, to nadal przynoszą chlubę projektowi. Obecny na ekranie duet Brolin-del Toro wciąż dobrze się uzupełnia, chociaż nie ma już tego samego błysku, co w pierwszej części. Bynajmniej nie jest to wina aktorów, którzy stanowią jeden z najjaśniejszych elementów tego obrazu, lecz odkrycia pewnych kart dotyczących przeszłości, co odarło granych przez nich bohaterów z elementu tajemniczości, w wyniku czego stali się nieco płascy. I w tym momencie należy wspomnieć o scenariuszu, który nie ma nawet startu do pierwszej części.

© 2018 CTMG

„Sicario 2: Soldado” początkowo skupia się na problemie nielegalnego transportu ludzi przez granicę. Później natomiast twórcy wyraźnie chcieli urozmaicić fabułę, dodając do niej zagrożenia związane z terroryzmem i próbę sztucznego wywołania konfliktu, będącego pretekstem do użycia armii w walce z kartelami. Jest to opis tylko pierwszych trzydziestu minut filmu, później dochodzą kolejne elementy fabularne. I tu tkwi największy problem drugiej części. W pewnym momencie wątków pojawia się tak dużo, że w konsekwencji można stracić punkt orientacyjny i stracić pojęcie, o czym właściwie twórcy chcieli opowiedzieć. Stworzono film, który nie zmierza donikąd, nie przedstawia żadnej refleksji oraz wprowadza postaci z historią nie przejmującą absolutnie nikogo. W konsekwencji powstał film, któremu brakuje nie tylko puenty, ale również konkretnej opowieści, a tego nie są w stanie naprawić nawet zdjęcia Wolskiego i świetny duet aktorski.

„Sicario 2: Soldado” chcąc poruszyć za jednym zamachem wiele wątków związanych z walką pomiędzy kartelami a rządem USA zapadło się pod ciężarem własnych ambicji i nie potrafiło sprecyzować własnej historii. Twórcy na końcu filmu pozostawili furtkę do następnej części, w której być może planują zamknąć rzeszę otwartych wątków, jednak należy zadać sobie pytanie, czy po zakończeniu seansu ktokolwiek będzie chciał poznać zakończenie tych historii.

6/10

Tytuł oryginalny.: Sicario: Day of the Soldado

Reżyseria: Stefano Sollima

Rok produkcjii: 2018